RSS
poniedziałek, 18 maja 2015
Kupcie sobie Karty Kibola. Wszystkie. No chyba, że macie szczęście być kibicami Legii...

Sobota, 7 Marca. Pogoda zupełnie do rzeczy. Wstaję późno i po przełknięciu paru łyków wody mineralnej leniwie zmierzam ku komputerowi. Planów na ten dzień absolutnie żadnych. Dopiero po chwili dociera do mnie, że to właśnie dzisiaj z zimowego snu budzą się tak zwane 'niższe ligi'. Nie jestem jakimś ich szczególnym psychofanem. Nie specjalnie podnieca mnie perspektywa katowania się oglądaniem 22 facetów próbujących sklecić trzy podania w jednej akcji, ale tym razem było inaczej. Klub, którego poczynania oglądałem jeszcze jako mały bajtel przechodzący przez dziurę w płocie miał tej zimy niespodziewanie dobrą prasę. Do tego nowy prezes i sławny nowy dyrektor sportowy. Nie było innej możliwości: idę na Rozwój! Zajrzałem więc na stronę internetową, zapoznałem się z porą rozpoczęcia i cenami biletów po czym zdecydowałem, że absolutnie nigdzie się nie wybieram.

Na pewno ze zgrozą zapytacie się w duchu, cóż takiego mogło się wydarzyć... Powiem Wam, a co. Źródłem mojego prywatnego buntu była niewielka ikonka w prawym górnym rogu z napisem 'Karta Kibica'. Na drugiej lidze! Niemożliwe!... Stwierdziłem więc, że w najmniejszym stopniu nie mam zamiaru utrwalać tej patologii zaszczycając swoją osoba kameralny i bardzo przyjemnie umiejscowiony stadionik przy ul. Zgody. I nie chodzi już nawet o ten osobliwy haracz w postaci 10zł, który klub ściąga za wyrobienie karty. To, plus standardowa cena biletu daje nam już nieco mrożący krew w żyłach wynik 20 złotych. Wybaczcie, ale bywają mecze w Ekstraklasie, na które szkoda byłoby mi takich pieniędzy. Tutaj zaoferowano mi oglądanie legendy polskiej piłki - zespół Stali Mielec w meczu z aktualnym wiceliderem i kandydatem do awansu. Do pierwszej ligi. Wybaczcie włodarze, nie skusiłem się.

Karty kibola (tak właśnie je nazywam) to patologia i wynaturzenie. Wie o tym każdy, kto kiedykolwiek próbował dostać się na mecz drużyny innej, niż jego 'domowa'. Albo nawet ta domowa, jeśli ktoś chciałby pójść po raz pierwszy. Czy znacie skuteczniejszy sposób na zniechęcenie delikwenta do przyjścia na mecz niż kazać mu czekać dwie godziny (ja w Krakowie) w kolejce po to, by zrobić mu zdjęcie a następnie ograbić z 10 złotych i jeszcze na dokładkę kazać mu czekać w następnej kolejce, tym razem po bilet? Przecież o ile nie jesteście VIPami i nie rozkładają przed Wami czerwonego dywanu przed wejściem na trybunę, nigdy do głowy by Wam nie przyszło, żeby się tak poświęcać, dla na ten przykład- z całym szacunkiem - meczu Ruchu z Podbeskidziem.

Sam mam już tyle kart kibola, że spokojnie mógłbym nimi rozgrywać pasjonujące rozgrywki w pokera. No, ale mi się chce. Z jakichś nie do końca jasnych przyczyn gotów jestem odstać swoje w różnych miejscach w Polsce wyłącznie po to by dać się ograbić i oglądać niejednokrotnie żenujący festiwal zwany górnolotnie 'meczem o mistrzostwo Ekstraklasy/1 Ligi/2 Ligi (niepotrzebne skreślić)'. Normalnym obywatelom się nie chce. I frekwencję mamy właśnie na poziomie 2 ligi łotewskiej. Wstyd i hańba. Weźmy taki 'Mecz Przyjaźni - Wisła : Lechia'. Połowa sierpnia, piękna pogoda.  Stadion na 33.300, frekwencja 6.000. Podobne przykłady można mnożyć. Stadion mamy ładny, pogodę też. Ceny nawet nie z kosmosu i przeciwnik atrakcyjny. A, i właśnie do naszego miasta przyjechała wycieczka stu tysięcy turystów na - dajmy na to - Dni Młodzieży. Część z nich chętnie wpadłaby na mecz. Niestety, nie mają całego tygodnia, żeby zorganizować sobie wejście.

Żeby nie było, nie zrzucam winy za kiepską frekwencję wyłącznie na obowiązek zaopatrzenia się w plastikowe prostokąty. Chodzi mi o prostą zasadę, wyłuszczoną kiedyś przez prezesa Bońka. Jeżeli chcesz iść do teatru albo do kina to kupujesz bilet i wchodzisz. Dlaczego inaczej miałoby być z meczem? Takie samo widowisko z żywymi ludźmi w rolach głównych. Oczywiście na całym świecie to rozumieją, niestety u nas nie bardzo. Nie tak dawno byłem na meczu w Berlinie, żeby zobaczyć sobie na żywo Roberta. Na stadionie Olimpijskim (jak zwykle) komplet, szpilki nie włożylibyście nigdzie. Czy jestem w związku z tym członkiem klubu kibica Herthy BSC? W życiu! Mało tego, jak się okazało, siedziałem w sektorze, w którym ogromną większość stanowili Bawarczycy. Sektory buforowe? A co to takiego? - zapytałby pewnie mocno zdezorientowany statystyczny kibic Bundesligi. No i najważniejsze: Jakim cudem udało mi się kupić bilet, nie będąc jednocześnie na wszelki wypadek posądzony o terroryzm albo o chęć zwinięcia jakiegoś Mercedesa z przystadionowego parkingu? Normalnie. Wypełniłem w internecie ankietę, podałem wszystkie swoje dane (jaki PESEL?) i dokonałem płatności. To samo w Anglii. To samo we Francji. To samo w Hiszpanii...

Dlatego właśnie z olbrzymim zaskoczeniem i ulgą przyjąłem wiadomość, że Legia postanowiła swoje karty kibola znieść. Spytacie, jak to możliwe? Prosta sprawa. Otóż przy wszystkich swoich - jakby to ujął Igor Sypniewski - nieekskluzywnościach, tamtejsi włodarze jako jedyni w kraju odkryli Amerykę i uznali, że aby zidentyfikować kibiców na stadionie (czego wymaga ustawa) wystarczy po prostu zrobić im zdjęcie przed wejściem na stadion. To, plus dowód osobisty przy zakupie biletu w zupełności wystarczy! Po co więc wydawać setki tysięcy złotych ta te cholerne kołowrotki, skoro można tak prosto? Czy też na Legii szarpnęli się na urządzenie z parametrami teleskopu Hubble'a? Mam nadzieję że nie. Mam też nadzieję, że inne kluby również pójdą po rozum do głowy. Bo jak nie, to ani mnie, ani pewnie paru milionów innych naiwniaków długo nie zobaczą decydenci na swych lśniących stadionach. O tym przy ul. Zgody nawet nie wspominając.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
O autorze