Blog > Komentarze do wpisu
Trenerze Skorża, miej Pan honor i wygraj Pan wreszcie...

Niedziela. Zupełnie przyzwoita pogoda, centrum Warszawy. Wpadłem na żużel (ale o tym nie chcę rozmawiać...) a przy okazji odwiedzić paru kumpli, którzy w odróżnieniu ode mnie jakoś zdołali tu osiąść. Popijawszy fantastyczne, świeżusieńkie czeskie piwo rozprawiamy o szeroko pojętych sprawach życiowych. Na szczęście już po kwadransie tych pożałowania godnych kurtuazji przeszliśmy do spraw najważniejszych, czyli do piłki nożnej. Dosyć nawet szybko wyczerpaliśmy temat prawdziwego kapitana reprezentacji (Glik) oraz jej najsłabszego ogniwa, któremu na imię Rybus. W końcu nadszedł czas na rozprawy o lidze. Wystarczyło tylko, że zająknąłem się o tym, że Lech chronicznie nie wykorzystuje swoich szans na dogonienie lidera a usłyszałem z ust kolegi krótkie acz zdecydowane "przecież Skorża to jest taka c... ". W wolnym tłumaczeniu oznaczałoby to, że Skorża nie grzeszy charyzmą i nie jest typem zwycięzcy. Zazwyczaj staram się ważyć opinie o człowieku, którego nigdy w życiu nie widziałem na oczy. Z drugiej strony jednak wiem, że w ten właśnie sposób myśli o nim jakieś 75% dorosłych Polaków. I pewnie zgodzicie się ze mną, że ostatnimi laty pan trener na taką właśnie opinię ciężko sobie zapracował.

I tu pojawia się mój osobisty dramat. Otóż z całego serca nie chcę, żeby w tym roku Legia została mistrzem Polski. Nie zrozumcie mnie źle, nic do niej nie mam. Fajnie, że z jej Akademii przebijają się do pierwszego składu zupełnie solidni zawodnicy. Cieszy mnie również to, że jej kompromitacje w Europie nie są tak spektakularne, jak ligowych rywali. Chodzi mi po prostu o pewną dziejową sprawiedliwość. Otóż, jak zapewne wiecie, Legia zdobywając mistrzostwo, po raz trzeci z rzędu stanie do walki o Ligę Mistrzów. Ponieważ w dwóch ostatnich latach wymyślała najrozmaitsze sposoby, żeby tylko się do niej nie dostać, naprawdę poważnie obawiam się, co wymyśliłaby tym razem. Wychodzę więc z prostego założenia, że jeżeli klub dostał już na tacy Ligę Mistrzów dwa razy z rzędu i nie wyraził ochoty skorzystania z szansy, to tym razem najzwyczajniej w świecie należy się ona komuś innemu.

Komu? Nie oszukujmy się, jeśli ktokolwiek miałby sprzątnąć Legii mistrzostwo, to tylko poznański Lech. Po pierwsze dlatego, że Lech już dosyć dawno mistrzem nie był i elementarna przyzwoitość nakazywałaby im być tego mistrzostwa bardziej głodnym. Po drugie dlatego, żeby nie było nudno! Nie wyobrażacie sobie nawet jakie katorgi musiałem przeżywać, kiedy 10 lat temu Wisła zdobywała trzecie mistrzostwo z rzędu. Za każdym razem oczywiście niczego sensownego z tym tytułem nie mogła począć. Wychodzę z założenia, że każdy zasługuje na drugą szansę. Ale to wszystko! Dałeś ciała po raz drugi, grzecznie ustąp miejsca innym.

Problem polega na tym, że Lech nie bardzo chce zrobić nam tej łaski i po mistrzostwo sięgnąć. Wydaje się po prostu nie mieć jaj. Instynktu zabójcy, który poza wygraniem jednego prestiżowego meczu punktowałby w spotkaniach ze słabeuszami, bo taki jest jego święty obowiązek. Jak przy zdrowych zmysłach po pokonaniu głównego rywala w walce o mistrzostwo można zremisować dwa kolejne mecze z drużynami, które od lat zajmują się uciekaniem przed strefą spadkową, albo co gorsza tego spadku już doświadczyły? O Pucharze Polski dobre wychowanie nakazuje dyskretnie przemilczeć.

Przyczyny? Otóż moim zdaniem Lech to emanacja swojego obecnego trenera. Faceta, który ma od lat wyrobione nazwisko, pomimo młodego wieku może się już czymś tam pochwalić, a poza wszystkim uchodzi za oczytanego, nowoczesnego szkoleniowca. Sami przecież przyznacie, że swego czasu był Maciej bezdyskusyjnie najlepszy w kraju. Ba, w dalszym ciągu jest najbardziej utytułowanym trenerem ligowym w XXI w. Tytuł dzieliłby co prawda z Kasperczakiem, ale ten dla odmiany postanowił spektakularnie spuścić prowadzony przez siebie klub do 1 ligi, więc u mnie przegrywa tę rywalizację. To właśnie Skorża piął się w górę od 2006 roku (jak Lech) aż w końcu wylądował na ligowym szczycie (jak Lech) by potem przez parę lat niczego nie wygrać (wiecie jak kto).

Dlatego apeluję do Skorży, żeby przestał się wygłupiać i został wreszcie mistrzem Polski! I żeby nie było, wcale nie jest to mój trenerski książę z bajki. Po prostu lubię, gdy coś się dzieje. Więc może akurat jemu się uda nie zabierać na mecz nieuprawnionego zawodnika gdy będzie o krok od Ligi Mistrzów? Może właśnie on nie da sobie strzelić dwóch bramek u siebie, gdy wywiezie cenny remis bramkowy z boiska przeciwnika?

Trener Lecha pokazał już, że można spektakularnie przegrać wygrane rozgrywki (jest już ten jego pomnik we Wrocławiu?). Teraz dla odmiany mógłby coś wygrać. A Legia niech wreszcie wyjdzie ze swojej bańki i przekona się, że jednak jest z kim w lidze polec. Rzecz jasna, dla dobra polskiej piłki...

poniedziałek, 20 kwietnia 2015, ciriaco

Polecane wpisy